kiedy serce kołacze


Zapukaj do mnie bez zaproszenia i tłumaczenia. Tak po prostu przejdź przez mój próg. Nie mam za dużo do zaoferowania, trochę czasu, więcej smutków i ogrom radości, z którymi podzielić się mogę. Zapukaj śmiało, me serce otworzę, byś zalepił pustkę, która w nim.

Moje drzwi nie mają kołatki w kształcie konia, lwa czy ryby, ale otwarte szeroko niczym ramiona.
Po prostu zapukaj.
























Pamiętacie post o angielskich drzwiach?
Takie moje małe świrstwo. Następnym razem będzie o nazwach angieskich domów i domków. Cudeńka można znaleźć, mówię Wam, cudeńka!

Pancake Day


Ja wolę na słono, ze szpinakiem i fetą lub kukurydzą, papryką i szynką. Nie pogardzę smażonymi lub zapiekanymi w sosie czosnkowym. Ale dzieci jak to dzieci muszą mieć na słodko. Więc dzisiaj słodziłam ten ich mały świat syropem, który niczym złoto zdobił talerze. Pomocników wiele, bałagan ogromny, wszystko sie lepi od miodu i czekolady. Ale dla takich momentów warto.

Jak to jest, że ta jedna kropla zmienia chandrę w uśmiech, smutek w radość a złość w ukojenie?














na piechotę


Połowa lutego mrozi nam ręcę, a my jak na złość zgubiliśmy jedną rękawiczkę. Tej mojej to oczywiście nie przeszkadza. Mam wrażenie, że ona nie odczuwa zimna, całymi dniami chodzi boso bez skarpet, pije zimną wodę i ciężko ją sprowadzić do domu po spacerze. Mogłaby wcale nie nosić czapki, ale od czasu do czasu srogi palec przypomina, aby zasunąć ją na czerwone uszy.

Wyszliśmy dziś na chwilę, odwiedziliśmy miejscowe koty, mleczarza zbierającego puste butelki, położną i sąsiadkę. Ta moja dostała teczkę z książkami i targała ją za sobą niczym wór z prezentami świątecznymi. Jej ulubionym słowiem ostatnio stało się dobitne noł, więc o pomocy nie było mowy. I tak na piechotę w tempie żółwia udało nam się jakoś dotrzeć do domu.

Zasnęła dziś wcześnie, wtulona w Minni na poduszce, z tyłkiem do góry i policzkiem mokrym od śliny. A ja patrzę na te zdjęcia jednym okiem śpiącym i dopiero teraz widzę, jak ona mi wyrosła.







wiecie co mnie wkurza?


Bo to tak jest, że jedno hasło dziś modne, wylansowane, powtarzane przez wszystkich i masz ochotę by stało się twoim. Więc otwierasz co rano swoje okno na świat, drzwi do łazienki, lodówki i kluczem otwierasz skrzynkę na listy. Otwierasz ramiona by złapać świat mocniej, oczy szeroko by widzieć lepiej. Niektórzy usta otworzą, by połknąć dzienną dawkę adrenaliny, kalorii półmisek znowu to większy, inni uda rozchylą, by pnąć się na szczyty. Konta bankowe otworzą jedno po drugim, by zbierać, gromadzić i władze mieć w ręku. Wszędzie gęby otwarte nadają niczym radio zepsute, którego od dawna nie słucha już nikt.

Taka otwartość na pomysły, wymysły. Na nowinki techniczne, logiczne. Na nowości wczorajsze i starsze. Na ludzi dziwnych i innych. Na wyzwania, przegrania.

Musisz być otwarty i chłonąć jak gąbka rady, porady, bo przecież badania, przyszłość na dłoni i nie chcesz być w tyle. Bo nazwą cię staromodnym, zacofanym i do lamusa lub między książki cię włożą. Zostaniesz ignorantem, dla którego nauka i postęp liczy się tyle co nic. I na człowieka otwierać się musisz, na tego co inne poglądy ma i styl, wyznanie, wyzwanie i pożądanie, bo inaczej będziesz rasistą, sadystą i zwykłym chamem jak nic. I szanse łapać jak wiatr we włosy musisz i po trupach za nimi do celu. Nie bać się realizować planów i marzeń musisz, choćby były szalone bardziej niż ty. Poznawać kultury, religie i tańce godowe, chociaż byś nie chciał- musisz i udawać, że rozumiesz o co innym chodzi, że jesteś jak oni, zawsze do przodu, na bieżąco. Uśmiechać się i klaskać jak zwierzę w cyrku, bo inaczej sam staniesz się powodem do śmiechu.

Więc jesteś otwarty, na język bez granic, na modę bez wygody, na wolność bez zasad, na śpiew bez talentu, na mózg bez rozumu, na krzywdę bez pomocy, na niebo bez Boga, na ciało bez duszy, na życie bez życia...


http://mocnagrupablogerow.pl/slowo-klucz-otwartosc/


Chętnie poczytałabym o otwartości szerkopojętej u:
1. Anki z bloga Przewijak
2. Lucyny z bloga well- well
3. Moniki z bloga mobloguje
Bo te dziewczyny nic nigdy nie muszą, co najwyżej mogą i świetnie im to wychodzi. A mądrze piszą, a ja lubię mądre teksty czytać. Także raz kozie śmierć, może się uda. :)

Czy to się opłaca?- czyli handmade by Domcia


Kiedy słyszę któryś raz z kolei pytanie o opłacalność rękodzieła, moją odpowiedź uzależniam od tego, czy chcę kogoś odstraszyć czy zachęcić do własnych prób tworzenia. A później sama zastanawiam się na tym, co mnie popycha w ostrza gilotyny.

Zaczęło sie niewinnie pięć lat temu z braku pomysłu na nudę, z chęci zajęcia rąk, zaciekawienia czymś nowym. Kupiłam gotowy zestaw papierów świątecznych, ostre nożyczki i klej. A potem ta jedna kartka z bałwankiem zamieniła się na tysiąc pomysłów, tonę papieru i setki zamówień. A ja do dziś nie wiem kiedy znalazłam na to wszystko czas i pieniądze.

Słyszałam, że od tego nie można się uzależnić, ale wszyscy moi znajomi, którzy raz spróbowali, nigdy nie uwolnili się od nałogu tworzenia. I nie ważne czy jest to scrapbooking, decoupage, szydełkowanie, szycie, wyrób biżuterii czy rysowanie na szkle. To hobby, które wciąga i czasem niczym największy nałóg może cię zrujnować, jeśli tylko nie masz głowy na karku.

wycena rękodzieła, handmade by domcia, domcia, albumy, scrapbooking

Jeśli masz ochotę rozpocząć swoją przygodę z szerokopojętym rękodziełem, zobacz ile może cię to kosztować i sprawdź czy naprawdę masz na to czas. Poniższe wyliczenia odnoszę do wyrobu kartek, pudełek i albumów okolicznościowych, podpierając się własnymi doświadczeniami i obserwacją rynku zbytu. Jednak zapewniam, że każde twórcze hobby wymaga podobnych nakładów zanim przyniesie jakiekolwiek zyski.

Cena materiałów rozpoczyna się już wtedy kiedy szykujesz swoje miejsce pracy, twój kącik, szafkę, biurko. Podstawowe narzędzia takie jak gilotyna, linijka, kleje, ołówki, bindownica, bazy na albumy, folie ochronne i pudła do wysyłki gotowych rzeczy. To takie minimum, który musisz mieć zanim zaczniesz działać. Później dochodzi koszt materiałów, z których coś zaczniesz robić, czyli papiery, kwiatki, wycinanki, perełki, wstążki i inne dodatki które tak cieszą oko. Dobrze by było mieć sprawną drukarkę, bo to się przydaje przy pracy z zaproszeniami lub do drukowania życzeń. Oczywiście zawsze znajdą się osoby tworzące na starych gazetach ołówkiem i węglem, jeśli tak umiesz to gratuluję.



Czas wykonania rozpoczyna się od projektu albumu, dobrania kolorów i przygotowania materiałów. Rozmowa z klientem o jego oczekiwaniach i częste przekonywanie go, że jednak ty wiesz lepiej. Ale tak naprawdę czas zależy od tego ile się ma zamówień i od indywidualnej organizacji pracy. Jeśli jesteś osoba obrotną, systematyczną, zwinną i masz trochę talentu do improwizacji, poradzisz sobie w mgnieniu oka. A! Zapomniałabym... śpiące dziecko też pomaga, robisz gdy ono śpi:)

Koszty dodatkowe to między innymi reklama twojego produktu, a co się z tym wiążę posiadanie aparatu, którym będziesz robić zdjęcia gotowych kartek. To koszt prowadzenia strony w internecie, ale również to koszty dostawy produktu do klienta i niestety wszystkie poprawki, zwroty i niezadowolenia. W koszty wrzuć sobie również wszystkie nietrafne zakupy lub przypadkowe poplamienie kartek czy krzywoprzycięty papier. A! I wszystko to co dziecko zniszczy w chwili twojego zagapienia się.

Wycena gotowego produktu jest jedną z trudniejszych rzeczy. Osoby, które dopiero zaczynają sprzedaż w obawie o brak zainteresowania, zaniżają wartość albumów, przez co w konsekwencji obniża się ich jakość. Bo umówmy się, nikt na sprzedaż za jednego funta nie zrobi kartki o trzykrotnej wartości materiałów w nią włożonych. I tak zaczyna się kupowanie materiałów słabej jakośći, papierów, które płowieją po roku, klejów, które nie kleją i baz albumowych, które wyginają się pod ciężarem zdjęć w nich wklejonych. Tym sposobem na rynku mamy zalew bubli, które rzucają złe światło na twórców autentycznych, którzy z dumą sygnują produkty swoim nazwiskiem. Niestety rękodzieło nie jest dla wszystkich i nie każdego na nie stać, ale na szczęście zawsze się znajdą ludzie, którzy docenią prace rąk i są w stanie zapłacić za porządne prace porządne pieniądze. I jeśli masz zamiar cokolwiek tworzyć i sprzedawać, to właśnie tylko dla tej garstki osób. Nie warto sprzedawać po znajomości, po przecenie, za wszelką cenę, aby tylko wyłudzić tego funta. Lepiej poszukać grupy klientów, dla których cena jest ważna, ale tylko wtedy, kiedy za nią stoi jakość i solidne wykonanie albumu. Resztą nie ma się co przejmować, niech kupują w supermarketach lub od Chińczyków.

Jeśli to wszystko cię przerasta, i nie masz ani sił, ani czasu się w to bawić, ale gdzieś tam głęboko czujesz, że musisz mieć ręcznierobiony album lub kartkę to po prostu zrób u mnie zakupy!

Poniżej kilka moich prac:

taka jedna


Nie pamiętam kiedy ostatni raz komuś pomogłam tak naprawdę. Bo co to za sztuka, kogoś umyć, nakarmić, podać poranną gazetę lub herbatę do łożka. Co to za filozofia pożyczyć komuś do pierwszego, wziąć do ręki za ciężką siatkę z zakupami, odrobić zadanie z fizyki, podrapać po plecach gdy swędzi. Co to za problem wysłuchać kogoś, czas poświęcić, noc zarwać, by rozwiązanie znaleźć nad ranem, komuś ramieniem być i oparciem niczym dębowa laska starca.
Nie powinno chodzić o takie pomaganie na odległość, wrzuceniem złotówki do puszki, wysłaniem wiadmości tektstowej pod numer. Przecież powinno w tym być troche więcej, choćby ręki ciepło, może słowo, które koi.

Jak łatwo nam się pomaga tym, których nie znamy, którzy gdzieś za szklanym monitorem spoglądają na nas mówiąc aktorskim głosem, że czekają na pomoc i że to nic nie kosztuje, choć powinno może.

Nie pamiętam, czy komuś pomogłam tak bardzo, że życie mi zawdzięcza. Ale znam taką jedną, która moje zmieniła na lepsze.

Dziękuję Aga!