w poszukiwaniu


Myślę, o tym śniegu co spadł dziś w Polsce, o tym szronie na szybach aut, na którym kiedyś rysowałam inicjały. Myślę, o tej górce za blokiem, z której na sankach zjeżdżałam w przemoczonych gaciach. O obitym tyłku na lodzie myślę, o skostniałych palcach od zimna, uszach czerwonych i szczypiących, o szaliku i rękawicach z dzurami na kciukach. O śniegu, na którym kiedyś robiłam anioły. 

A tu nadal słońce budzi nas co rano, tutaj zielone drzewa i tylko chłód przypomina, że zima już blisko. Mówię do Paula, że polubiłby śnieg, że musi się tylko przemóc, że śnieg lepszy jest od deszczu z całą pewnością. Bo można go brać w ręce, obrzucać się nim można i na upartego jeść kulki niczym jabłka. Mówię mu, że taki śnieg by się nam przydał i bałwan w ogrodzie z marchewką i sanki po lodzie sunące i łyżwy sznurowane. Bo jak jest śnieg, to żadna noc nie jest czarna i straszna i nikt się nie gubi przypadkiem, bo po śladach można go znaleźć. 

Więc szukam namiastki tej zimy i siebie szukam sprzed lat.

Dziś odpływ na Tamizie, zimne powietrze pachnie brudną rzeką. Mewy rzucają się na resztki chleba, ostatni statek cumuje w porcie. Pora wrócić do domu, jesienne liście włożyć do książki, schować do szuflady wełniany sweter, wypastować buty, ogrzać stopy, wtulić się w niego. 

W tego anioła, nie ze śniegu, ale z krwi i kości, czekającego tuż obok.







zniszcz mnie, spróbuj!


Niby człowiek pisze tego bloga od roku czy dwóch i niby wie, że te słowa idą w świat, w najdalsze zakątki ludzkiego współczucia, zazdrości i pychy. I niby wiem, że każdy może wziąć do siebie obrażające akapity, przeczytać między wierszami co zechce, nie zgodzić się lub zakpić ze mnie. I niby wiem, że nie wszyscy idą moim tokiem myślenia, że jedni o krok przede mną a część za mną się wlecze. To takie logiczne, kiedy nagle postanawiasz jakiś kawałek internetu wziąć w swoje ręce i zmienić go w swój. A później jeszcze zapraszasz do niego całkiem obce ci twarze. Nie powinno mnie to dziwić, że łatwiej ganić niż chwalić, a mimo to, niezmiennie mnie to porusza.

Kiedy się już tu rozgoszczę na dobre, wyciągnę nogi na swoim, okazuje się, że nie mam prawa myśleć po swojemu, pisać po swojemu, żyć po swojemu. I zawsze znajdzie się ktoś, komu przeszkodzi moja lekkość bytu i mój ciężki but niczym kula u nogi. 

Zniszcz mnie, spróbuj!

Źródło
Jak to się dzieje, że ta złudna anonimowość w internecie wyzwala w ludziach najgorsze strony człowieka? Że bez wstydu, życzymy komuś złamania nogi, utraty pracy, poronienia czy śmierci. Jak to się dzieje, że nie można mieć własnego zdania, własnej drogi się trzymać z przekonania, być sobą po prostu?

Jak to jest, że nie czujesz blokady, przed kolejnym obraźliwym komentarzem, nie włącza ci się lampka przyzwoitości gdy obrzucasz błotem obcą ci osobę. Jak to jest, że twoje wyrachowanie rośnie z każdym enterem na klawiaturze, że w oparach jadu wytaczasz kolejne komentarze, niczym działa bojowe?

Nie jest mi obca blogosfera parentingowa i czytam namiętnie co tam w świecie piszczy i łapię się za głowę, gdy kolejna afera wybucha. To nie ma znaczenia, czy mówimy o karmieniu piersią, rajstopkach, kolczykach w uszach, cesarce, blw, lakierze na paznokciach czy szczepieniach, bo ten temat jakby całkiem umyka. Ważne jest to co możesz przy okazji afery ugrać, pomijając poziom dyskusji. Ważne jest to, że znów możesz się anonimowo wyżyć, wyrzucić swoje frustracje, możesz odreagować nieudane życie, wykrzyczeć swoje przegrane szanse, zaniechane plany, niespełnione marzenia i cały twój ból dupy, na który nie ma lekarstwa. Możesz w końcu udowodnić innym, że masz rację za wszelką cenę i że tylko ty, dupa wołowa wie wszystko, wie i koniec i kropka. Ważniejsze staje się to, że możesz mnie zniszczyć.

Spróbujesz?

dom


Taki ogrom czasu i energii, tylko po to, aby wyrwać się z domu rodzinnego, aby wyjechać, choćby na weekend samemu i tej wolności łykać niczym pelikan. Choćby na tydzień zamieszkać u kumpla pod mostem, spać na podłodze, z książkami pod głową, tylko na noc u dziewczyny ledwo poznanej, kawę rano wypić ze wspólnego kubka. Jak to jest, że tamten dom traktujemy jak noclegownię i przechowalnię rzeczy, po które się wraca coraz to rzadziej, bo życie toczy się wszędzie tylko nie tam. Jak to jest, że pewnego dnia tamten dom, pozostanie tylko wspomnieniem z żalem niepowycieranych kurzy, niezamkniętych drzwi, niedokończonych spraw.

A tymczasem wracam do mojego domu, tutaj gdzie na ścianie ona w czarnych ramkach, gdzie on tłumaczy jej zaciekle, że ma zakładać swoje buty nie jego, gdzie obiad czeka na zrobienie i muzyka w głośnikach wciąż za głośna. Tutaj jest wszystko po mojemu, szuflady pootwierane, na podłodze suchy groszek i makaron, kawałek guzika, szczotka do włosów. Na szybach odciski tłustej dłoni, ślad stopy na dywanie. Tutaj można mi być sobą, nieuczesaną być i smutną bez powodu.

Siadamy przy stole, nakładam obiad na trzy talerze i mówię do tej mojej:
- masz Sara, jedz ładnie!
- to nie mash, to ziemniaki- poprawia mnie Paul przekornie.

Taki dom, w którym rozumiemy się w każdym języku, przekręcamy słowa, kpimy z wyrazów, płaczemy bez powodu, krzyczymy w złości, mówimy do siebie szeptem, wybaczamy po stokroć.




po deszczu


Takie sny, w których stoję na środku sceny chyba, ciężko powiedzieć, bo światło oślepia mi oczy, ale poznaję ten zapach. Stare deski teatru, skrzypiące drewno z każdym mym krokiem, zamszowa kurtyna i kurz w powietrzu, niczym puder, zakleja mi twarz. Ktoś bije brawo, ktoś inny wychodzi zanim skończę mówić. Słyszę, że drzwi zamykają się z hukiem i wszyscy na wyjście zamiast na mnie patrzą. Zaczynam się pocić, reflektor ogrzewa mi czoło i wąs pod nosem. Wydaje mi się, że pamiętam tekst dobrze, że wiem o czym mówić, bo zależy mi bardzo i nie chcę się zbudzić przed końcem.

Takie życie, które szansę daje jedną nie więcej, bez drogowskazu, instrukcji i mapy do celu. I wiem co mam robić, swą rolę znam dobrze. Wstaję rano, zmywam ten kurz wczorajszy, układam włosy i plan w głowie, szukam pomocy, czyjejś ręki, ramienia. Mam pomysłów sto kilka i wiem co mam mówić, bo mi zależy. Stoję sama na środku, chcę dać więcej niż mogę, każdemu część siebie i więcej. I z czoła pot zetrzeć, odciążyć, dogodzić. I słyszę huk drzwi, rozczarowanie wychodzi.

A potem odpuszczam, o publikę nie dbam już więcej. Robię co kocham, co radość daje, dreszcz na karku i w sercu. Nie dla innych, dla siebie w końcu.

Wracają, nadchodzą, rosną w oczach.
Jak grzyby po deszczu.



życie z widokiem


Pewnego dnia zdasz sobie sprawę, że gdzieś na dnie szuflady, pomiędzy wyciągniętym swetrem a nigdy niezałożoną seksowną bielizną kryjesz się ty. Taka ty sprzed lat kilku, która nadal czeka na spełnienie marzeń. Gdzieś na dnie szuflady znajdziesz rachunek, bilet lub wypłowiałe zdjęcie siebie samej. Możesz z tym zrobić co tylko zechcesz, schować na później, zakopać głębiej albo i nie.

Zawsze chciałaś napisać książkę, zdobyć szczyt najwyższy. Chciałaś przebiec maraton, przepłynąć ocean, zasadzić warzywa w ogródku, zioła w doniczce na kuchennym blacie. Chciałaś zmieścić się w rozmiar mniejszy, zapuścić włosy do ramion, potracić zmysły dla niego. Chciałaś na szpilkach przetańczyć z nim, na trawie mokrej noc ciemną. 

A później to wszystko zatracił czas, wiatry rozwiały po kątach. Później ten młody bóg na twoich ramionach przesłonił ci życie i plany w szufladzie pochował. Może to i nie czas na zmiany, na krok tak wielki jak żal w sercu. Może za miesiąc, rok czy dwa stwórz sobie życie z widokiem na przyszłość.

Ale dziś zacznij od okna z widokiem na świat.



*Fragment "Dwa serca dwa smutki"- Bajm

wspieranie dwujęzyczności


Dziesięć lat. Tyle masz, aby pomóc twojemu dziecku być dwujęzycznym. Dziesięć lat, aby mogło ono bezwiednie, bezproblemowo, tak jak oddycha się powietrzem, nauczyć się używać biegle więcej niż jednego języka. Dziesięć lat. Dużo czy mało, jak myślisz?

Później jego przednia część mózgu, odpowiadająca za tą umiejętność stanie się mniej plastyczna, później już nie będzie to takie proste. Sam zresztą wiesz, jakie to trudne mówić z obcym akcentem, uczyć się nielogicznej odmiany wyrazów, skomplikowanej stylistyki i wyjątków. Tak więc masz dziesięć lat, aby dać swojemu dziecku jeszcze jedno otwarte okno na świat, ogrom możliwości, jakie niesie ze sobą bilingwizm. Dziesięć lat. To jak je wykorzystasz, zależy tylko od ciebie.


Na początku znajdź dobry powód, nie musi to być coś wielkiego i wzniosłego. Wystarczy polska telewizja, którą będzie chciało oglądać, ukochana bajka, albo prenumerata polskiego magazynu, który polubi. Albo jeszcze prościej, babcia z Polski, która będzie pisać regularne listy, dzwonić co sobotę. Przyda się też atrakcyjny polski przyjaciel, który będzie słać sms-y, kumpel odwiedzany przy każdym zjeździe do kraju. Bez dobrego powodu nauki zabraknie motywacji, a bez motywacji, regularności, która jest kluczem do dwujęzyczności. (wybaczcie rym mi się wkradł całkiem nieświadomie)

Jest kilka świetnych sposobów na naukę obcego języka, ale tylko jeden konieczny. Rozmowa! Rozmawiaj z dzieckiem po polsku, w domu, na placu zabaw, w sklepie, przy znajomych. Nie wstydź się tego, bo i ono się będzie wstydzić w przyszłości. Zadawaj pytania i prowokuj dyskusję. Wzbogacaj słownictwo, posiłkuj się książkami odpowiednimi do jego wieku i zainteresowań. Spraw aby czuło się wyjątkowe potrafiąc więcej niż jego rówieśnicy. Nie przepraszaj nikogo, że mówisz do dziecka po polsku, lepiej wytłumacz im dlaczego to takie ważne dla ciebie. A wiesz dlaczego to takie ważne?

Nie chcesz się obudzić pewnego dnia i zdać sobie sprawę, że nie rozumiesz wierszy, które twoje dziecko pisze po angielsku i że żarty, które ci opowiada wcale cię nie śmieszą, bo nie pojmujesz ironii, przenośni i jego poczucia humoru. Nie chcesz pewnego dnia wypaść z obiegu jego powierników, bo nie będzie umiało ci wytłumaczyć dlaczego go boli serce i głowa pęka od oczekiwań innych. Jeśli nie nauczysz swojego dziecka wyrażać myśli i uczuć w twoim języku, to bądź pewny, że nigdy nie przyjdzie do ciebie po pomoc czy poradę, a w chwilach ważnych ktoś inny go tulić ze zrozumieniem będzie.

Za kilkanaście lat Twoje dziecko może mówić biegle w dwóch językach, może zacząć pisać książkę, scenariusz filmowy, który dostanie Oskara, może wynaleźć lek na raka, skonstruować rakietę, która dotrze na stację kosmiczną, być najzabawniejszym komikiem, najlepszym prezydentem, najszybszym biegaczem. A Ty możesz brać w tym wszystkim udział rozumiejąc jego świat, albo udając, że go rozumiesz, przytakiwać głową z przyklejonym uśmiechem.
Wybór należy do ciebie.