roczne szczepienia w Anglii


Sara skończyła rok, a tym samym przyszedł czas na kolejne planowane szczepienia. Nie będę się rozpisywać tutaj nad zaletami i negatywnymi skutkami szczepień, bo wiem, że wśród moich czytelników są osoby, które nie szczepią swoich dzieci i mają się świetnie, ale są też takie mamy, które szczepią i są zadowolone. Z racji tego, że dostaję zalewającą mnie ilość pytań odnośnie planu szczepień w UK dzisiaj post w tym temacie. Nie odpowiem na pytanie co macie zrobić, nie wiem co jest dobre dla waszych dzieci, nie podejmę za was decyzji o szczepieniu. Każdy z nas robi to co uważa za słuszne. W tym miejscu chcę również przeprosić wszystkich tych, którym jeszcze nie odpisałam, ale mam nadzieję, że ten post pomoże wam połapać się co i jak ze szczepieniami tutaj.

Poniżej rozpiska planowanych/zalecanych wizyt u GP z dzieckiem. W niektórych przychodniach może się to trochę różnić, ale ogólny zarys jest wszędzie podobny. Jeszce kilka lat wcześniej w 9 miesiącu życia dziecka było jedno review u GP, ale z niego zrezygnowano. Aktualny plan poniżej:


Tabela szczepień z rozpisaniem poszczególnych miesięcy.

W 12 miesiącu dziecko ma planowany tak zwany BOOSTER IMMUNISATIONS to jest kolejna, przypominająca dawka szczepień z poprzednich miesięcy.
W 13 miesiącu jest szczepienie, które chyba najbardziej przeraża rodziców, czyli wielka trójca MMR1 czyli odra, świnka i różyczka; oraz PCV czyli pneumokoki.
Jeśli zjawicie się z dzieckiem na szczepieniach pomiędzy tymi miesiącami, to duże prawdopodobieństwo, że wszystko zostanie wykonane za jednym razem. Czyli trzy osobne wkłucia w dwa uda w jednym dniu.

Po każdym szczepieniu powinniście dostać wpis do książeczki zdrowia waszego dziecka, co wygląda mniej więcej tak:

Warto dodać, że wszystkie szczepienie w Anglii są darmowe i dobrowolne. Zainteresowanych szczegółami innych szczepień zapraszam do lektury postów w tym temacie:
- 8 weeks- DTaP/IPV/Hib and PCV 
- 12 weeks- DTaP/IPV/Hib and Men C 
- 16 weeks- DTaP/IPV/Hib, Men C and PCV

poranek


Dzień zaczynamy o szóstej rano, staram się na śpiocha włączyć czajnik, odsłonić żaluzje, slalomem idę do łazienki, omijam klocki pozostawione na podłodze. Woda, ręcznik, lustro i mój widok w nim zaczyna mnie budzić. Przy mojej nodze przytwierdzona Sara ma więcej energii niż cały batalion żołnierzy, wracamy do kuchni, połykam łapczywie sok zimny z lodówki, włączam telewizor. Sara biegnie do drzwi ogrodowych, puka w szybę swoją małą tłustą rączką i woła: buta! 

Więc zakładam jej buta i drugiego też, otwieram drzwi, chłodne powietrze dostaje się do domu, jej to nie przeszkadza. Wybiega na trawę i od tej chwili to ona rządzi podwórkiem.

W tych porankach najbardziej lubię te momenty, gdy znosi mi do domu zimne kamienie, patyki i zasuszone liście. Wszystkie napotkane na jej drodze robaki, biedronki, grudki ziemi. Odnajduje pozostawione dzień wcześniej guziki, papierki i przynosi mi to wszystko niczym trofea zdobyte w nierównej walce.

Pewnego dnia zda sobie sprawę, że to tylko śmieci, ale jeszcze nie dziś. Teraz to jej cały świat, cenniejszy niż cokolwiek co potrafi stworzyć jej nieograniczona wyobraźnia.



chillout

Zabierz mnie nad rzekę, nad morze, na łące ze mną leż. Tak bez okazji, bez urodzinowego szału, pośpiechu, bez skrępowania wyjdź ze mną z domu. Nie odmierzaj mi czasu, dni bez ciebie nie każ liczyć, w kalendarzu zaznaczać. Zabierz mnie do pubu, upij colą i winem, zrób coś głupiego, aby mnie rozśmieszyć. Do domu odprowadź przed zmrokiem, kocem przykryj zimne stopy, a nad ranem zapukaj by pożyczyć szklankę mleka.

Bądź moim przyjacielem.








jabłka, śliwki i wieś wesoła


Piątek, szósta rano, próbuję dospać jeszcze minutkę, wchodzi Paul z Sarą na ręku, wygląda jak po nocnej zakrapianej imprezie, albo po bitwie na śmierć i życie.
- Nie spałem całą noc- wydusza z siebie od progu.
- Jak to, co to, co się stało?- pytam z zainteresowaniem.
- Sara spała!- odpowiada krótko.
Usiadł obok mnie na pościeli i cieszyliśmy się jak głupcy z tego naszego małego prywatnego sukcesu. Chichraliśmy się chyba z kwadrans, przybijając sobie piątki, ściskając z dumy, poklepując po ramieniu. Zmęczenie Paula i mój przerwany sen odeszły w niepamięć. Przez tę chwilę wszystko było takie jak być powinno, zaczęliśmy nawet snuć plany na kolejne noce i wieczory bez dziecka, od razu zaczęłam wymieniać seriale, które musimy dokończyć oglądać, zaległe książki przeczytać, nieskończone albumy posklejać. I tak mówiłam, że będziemy mieć więcej czasu dla siebie, że może wino przy blasku księżyca, że może romantyczna kolacja i tak gadałam rozmarzona, aż mi mężczyzna zasnął zsuwając głowę po jeszcze ciepłej poduszce.

Dwadzieścia godzin wcześniej byliśmy na angielskiej wsi, gdzie trawa, słońce i śliwki wymęczyły moje dziecko tak bardzo, że po raz pierwszy w swoim życiu przespało aż siedem godzin bez pobudki. Pomyślałam, że się z Wami podzielę tą naszą ogromną radością, bo na taką kolejną noc będziemy pewnie czekać następny długi nieprzespany rok..
















  

JO DYNA


Wróciliśmy ze szpitala, po kilku godzinach zmieniam opatrunek na palcu, bo już brudny i syf i mówię do tego mojego faceta:
- to żółte co mi dali to jodyna!
- my dinner?- zaskoczył pytająco Paul !?!

jeden dzień w roku


Był tort, prezenty, balony i goście i wszystko jak być powinno. I takie niedowierzanie, że już zapalamy pierwszą świeczkę na torcie. Gdzieś pomiędzy kolejnym kęsem ciasta i krzykiem radości, przebija się wspomnienie tego co za nami. W lustrze widzę o jedną zmarszczkę więcej, więcej o jeden siwy włos. Angielska pogoda dopisała i nie pokrzyżowała maminych planów, w przeciwieństwie do głupoty i ostrego noża na moim palcu. Trzy godziny na chirurgii, sześć szwów i taki żart, że to będzie rodzinna tradycja, co roku o tej samej porze być szytym w szpitalu.

Jeszcze dwa miesiące temu robiliśmy zakłady, czy Sara przejdzie swój roczek, a tu się okazało, że nie tylko chodzi, ale i biega i tańczy i skacze. I można z nią pogadać jak ze starym i pokazuje co chce, chociaż częściej odmawia i na nie kiwa przecząco głową. Podąża swoimi drogami, w swoim tempie odkrywa kolejne niesamowitości świata. Zaskakuje nas co trochę nowym i mogłabym tak pisać do znudzenia.

Nigdy nie sądziłam, że można czuć taką dumę z tak niewielkich rzeczy, że można tak się cieszyć z drobnostek, że proza życia da mi tyle satysfakcji. Nie wiedziałam, że aż tak będę pielęgnować każdą chwilę i moment życia mojego dziecka. Fajnie jest być mamą!








Saro Ty czorcie jeden, życzymy Ci snów dłuższych niż godzina, morza łez radości, bólu brzucha ze śmiechu i silnych ramion, które przeniosą Cię bezpiecznie przez nierówności życia!